środa, 11 lipca 2012

7

7


Całowaliśmy się dość dłuższy czas , oderwałam się od miękkich ust Mojego chłopaka z celem nabrania powietrza , spojrzałam w brązowe tęczówki Codyego , chłopak uśmiechnął się i po raz kolejny złożył na moich ustach pocałunek . Nasz pocałunek przerwał dźwięk dzwonka do drzwi , odsunęłam się od bruneta i podeszłam do drzwi i je otworzyłam , w progu ujrzałam Louisa .



- co ty tu robisz ? - spytałam zdziwiona

- chciałem pogadać - odpowiedział chłopak

- a o czym ? - spytałam jeszcze raz

- możemy iść się przejść ? - zapytał.

- tak - powiedziałam , sięgnęłam po kurtkę po czym założyłam ją . Przed wyjściem poinformowałam Codyego że wychodzę po czym opuściłam budynek . Szłam z Tomlinsonem w stronę parku, kiedy znaleźliśmy się w oczekiwanym miejscu , usiedliśmy na jednej z kilku ławek , siedzieliśmy w denerwującej mnie ciszy , w końcu postanowiłam ją przerwać :


- więc o czym chciałeś porozmawiać ? - zapytałam .

- o Liamie - powiedział po chwili .

- o Liamie ? - zapytałam zdziwiona , na co Lou pokiwał tylko głową - a dlaczego akurat o nim ?

- od kiedy cię poznaliśmy, on zachowuje się jakoś dziwnie , kiedyś był wesoły, zawsze uśmiechnięty , a teraz chodzi przybity , smutny i ciągle przesiaduje u siebie w pokoju - powiedział .

- to przeze mnie - powiedziałam raczej do siebie niż do Louiego.

- co ? - zapytał chłopak.

- muszę jak najszybciej z nim porozmawiać - powiedziałam wstając z ławki .

- dobrze , chodź - powiedział , wstał z ławeczki po czym za rękę pociągną mnie w stronę ich domu . Szliśmy szybkim tempem do puki nie znaleźliśmy się na miejscu , Louis otworzył mi drzwi od ich mieszkania i wpuścił do środka. Zdjęłam kurtkę i buty , zapytałam Pasiastego gdzie jest pokój szatyna , potem już biegiem na bosaka poleciałam na górę , odnalazłam wskazane drzwi i lekko w nie zapukałam , nic , cisza , powtórzyłam ten ruch kilka razy ale nie uzyskałam odpowiedzi , troszkę zdenerwowana złapałam za klamkę i pociągnęłam za nią , weszłam z impetem do pokoju ale nikogo tam nie zastałam , rozejrzałam się dokładnie po pomieszczeniu i w pewnej chwili zobaczyłam otwarte drzwi balkonowe , podeszłam do nich po czym wyszłam na zewnątrz, ujrzałam tam Liama siedzącego na zimnym betonie , pogrążonego w myślach . Podeszłam do niego i usiadłam o bok , po chwili odezwałam się :


- co jest ? - zapytałam, on podskoczył jakby dopiero teraz zauważył moja obecność .

- a co ma być ? - zapytał .

- no ... Louis powiedział mi że ostatnio chodzisz przybity , czy to przeze mnie ? - powiedziałam .

- ja... - zaczął .

- to moja wina ja to wiem  , widzę jak cie krzywdzę - przerwałam mu .

- nie , to nie twoja wina - zaczął mnie usprawiedliwiać .

- a własnie że moja , co dziennie widuje w twoich oczach ból , i wiem że ten ból powoduje ja - powiedziałam po czym spuściłam głowę .

- nie.. - powiedział .

- daruj sobie Liam , ja wiem że to moja wina i nie staraj się mnie usprawiedliwiać , ja ..po prostu na was nie zasługuje , na Ciebie, Carly...Codyego.. będzie lepiej jak odejdę - powiedziałam i podniosłam się do pozycji stojącej .

- co ty wygadujesz ? - powiedział szatyn.

- ja, muszę odejść - powiedziałam i wybiegłam z balkonu , wyleciałam z pokoju Liama i biegiem zbiegłam po schodach,  za sobą słyszałam krzyki i kroki Payna , założyłam w pospiechu buty i sięgnęłam skórzaną kurtkę z wieszaka , będąc już przy drzwiach wejściowych odwróciłam się i spojżłam prosto w oczy chłopaka.

- Jess..nie rób tego... proszę - powiedział a raczej wyszeptał.

- żegnaj Liam - powiedziałam po czym wyszłam z domu.





1 komentarz: